wtorek, 8 listopada 2016

Na początku była depresja...

Cześć. To jam Mała Mi, niedawno stuknęła mi 30 i jakieś pół roku temu zdiagnozowano u mnie ChAD z szybką zmianą faz.
Ale zacznijmy od początku, bo to wcale nie było oczywiste. Pierwszy raz wylądowałam u psychiatry jakieś 4 czy 5 lat temu. Z depresją. Przynajmniej ja nazwałam tak stan, kiedy miesiąc przed obroną inżyniera jeden z wykładowców robił mi straszne problemy, byłam bezradna i upokorzona do tego stopnia, że było mi wszystko jedno. Przestało mnie obchodzić, czy mi da człowiek zaliczenie w terminie, czy w ogóle się obronię, w końcu było mi tak wszystko jedno, że chciałam zrezygnować ze studiów, zamknąć się w domu i nie wychodzić. I tu zapaliła mi się czerwona lampka. Ostatkiem sił zmusiłam się do pójścia do lekarza. Niestety, on nie widział grama depresji w mojej depresji... Wtedy, gdyby nie pomoc życzliwych mi osób, byłoby ze mną źle. Na szczęście inżyniera obroniłam magistra też, a teraz robię doktorat :)
Kolejna wizyta u psychiatry, a raczej w poradni leczenia nerwic - jakoś przełom 2014 i 2015. Myślałam że to zwyczajna nerwica. Rozdrażnienie, bezsenność, wszystko mi przeszkadzało, brak koncentracji, zmęczenie... niby nic ale zaczęło mi to przeszkadzać w funkcjonowainu, proszki typu poisitivum, valused cz inne cuda bez recepty albo nie działały, albo byłam po nich ospała jak zombi. Oczywiście były dni kiedy moja "nerwica" ustępowała, wszystko wracało do normalności. Jakież było moje zdziwienie kiedy pani doktor już na 1 wizycie zasugerowała ChAD. Oczywiście konsultacje z psychologiem, kolejne wizyty aż w końcu stwierdziła, że jest pewna że to ChAD. Dostałam bodajże Rospolept, broszurkę o życiu z tym paskudztwem i kolejny termin wizyty za miesiąc. Przeczytałam stron z broszurki i tylko jedna myśl. Dlaczego ja? Ja nie mogę tego mieć! Jestem przecież inteligentna, wykształcona, chcę robić karierę naukową. A przecież wariat nie może być naukowcem.... Tak wtedy myślałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz