I oto 2 dni temu nadszedł czas na uderzenie się w pierś i wizytę u lekarza. Trochę sobie pogadałyśmy z panią doktor, nie wiem na ile to było szczere, a na ile chciała mnie uspokoić i skłonić do leczenia, ale uwierzcie, tylu miłych słów dawno nie słyszałam. Fajne uczucie kiedy ktoś ci mówi, że jesteś inteligentna, pogodna, silna psychicznie i nie jeden na twoim miejscu dawno by się załamał do reszty.
Postanowione, chwytam byka za rogi i walczę. Choć wiem że będzie to nierówna walka... Na początek dostałam depakine chrono 300. Teoretycznie lek bezpieczny i taki po którym nie przytyję. Przeczytałam ulotkę, opinie w necie i... mam ochotę udusić moją panią doktor. Bezpieczny? Rozwala wątrobę, nerki, wypadają po nim włosy i tyje się na potęgę. Znów ta myśl, żeby nie brać tego paskudztwa. A zaraz potem następna: przecież mam najmniejszą dawkę, ludzie z forum brali 3 lub 4 razy tyle, przez kilka lat. Wizytę mam za 4 tygodnie więc może warto spróbować, a potem poprosić i zmianę na coś co jednak wyrządza mniej szkody. Ufff... rozsądek wziął górę. Teraz czekam na ewentualne efekty, bo szczerze czuję się kiepsko. Lecę w Dół, czuję to. Są momenty kiedy śmieję się jak mysz do sera, ale zaraz potem ktoś lub coś przypomni mi o beznadziejności tego świata i mojej przy okazji... Ja chcę żyć normalnie, nie odczuwać tej ciągłej huśtawki emocjonalnej, czy to aż tak wiele?
środa, 9 listopada 2016
Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz